Dlaczego warto mieć dzieci?


Dwadzieścia parę lat na karku. Włochy, Toskania. Pamiętam te wakacje. Z koleżanką pojechałyśmy na dziko do znajomego znajomych, który oddał nam na ponad dwa tygodnie opuszczony przez siebie domek k. Florencji. Bez internetu, tv, itp. Tylko stary adapter, piwnica pełna wina, pomidory i bazylia. Całe dnie jeździłyśmy stopem po Toskanii, poznawałyśmy wspaniałych ludzi, zmieniałyśmy tylko kolory letnich sukienek i smarowałyśmy kremem spalone słońcem ramiona. Wieczorami piłyśmy wino i podsłuchiwałyśmy kłócących się włoskich sąsiadów. To było zaledwie parę lat temu. Z moich włoskich wakacji przywiozłam piękne wspomnienia, zdjęcia, kilka pamiątek, wino i spalone słońcem ramiona.

Przełom?


No i stało się. Jestem Natalia, mam 30 lat. To nie będzie długa historia choć 30 lat to spory kawał czasu.

Domowe lody bezcukrowe

Jak już pewnie zauważyliście po moich kulinarnych wpisach- jestem typem który wszystko gotuje "na oko" i "na wyczucie": placki, naleśniki, pasty, zupy a nawet ciasta. Przyswajam z radością wszelakie kucharskie nowości czytelnicze, ale nigdy nie stosuję się do przepisu w 100%. Po prostu muszę coś zmodyfikować. Znam pewne połączenia smaków albo gdzieś o nich przeczytam i eksperymentuje. Im jestem starsza tym lepiej mi to wychodzi.

Detox cukrowy. Pudding jaglany.


Detox cukrowy. Moje mocne wiosenno-letnie postanowienie. Czy wiecie, że należę do ludzi dla których nie ma stwierdzenia "za słodkie"? Tak, tak. Nie ma szans żebym się zasłodziła. A jak to było kiedyś?
Sklepik szkolny w podstawówce, wypełniony słodyczami. Kto wtedy słyszał o ekologicznych batonikach i bezglutenowych budyniach z tapioki. Wolne żarty! Największym marzeniem każdego 8 latka były crunchipsy paprykowe, mentosy, oranżadki w proszku i lizaki toffi, które się żuło a nie gryzło. Coca-cola w szklanych butelkach, soczki fortuny słodzone aż wykręcało i chupa-chupsy. Ech... lata 90-te, kto wtedy myślał o tym, że cukier zabija? W dalszych latach mej młodości organizm wybaczał w miarę szybko każdą drożdżówkę z lukrem i w ogóle czymże jest drożdżówka gdy człowiek zastanawia się kim jest i dokąd zmierza. Phi!

Codziejnik czerwcowy



Zaczynam wyrabiać sobie kolejną specjalizację zawodową- organizator imprez. Według mojego czterolatka spisałam się na medal. Było wszystko o czym Tadek marzył: tort strażacki, chrupki duszki, żelki, ozdoby, gwizdki, muzyka i goście z wymarzonymi prezentami. Niestety nie było jego małych przyjaciół, ale za rok nadrobimy i zrobimy bal tylko dla nich :)