Blue monday.




Podobno blue monday wypada w styczniu? Chyba ktoś się pomylił. W tym roku był 4 sierpnia. Wszystko poszło nie tak. Wiem, że są takie dni w życiu każdego. Dni w których wszystko co robisz nie wychodzi. Przypalasz obiad, zbijasz ulubiony kubek, masz ochotę wystrzelić Męża albo bliskich w kosmos a dziecko przy tym jakby współodczuwając smęci, płacze i jęczy bez większej przyczyny. Powrót do rzeczywistości powakacyjnej okazał się bardzo brutalny. Nie będę już wypisywać ciągu pechowych zdarzeń tego dnia bo złego lepiej nie wspominać. Czasami jednak jest tak, że w końcu te pechowe zdarzenia tak silnie się kumulują, że zaczynają śmieszyć. Jakby wszystkiego było mało to na koniec mojego sierpniowego blue monday oblałam się wrzątkiem robiąc Tadkowi kaszkę. Ręka już jest uratowana choć wygląda trochę jak u tych Panów murkowych, którzy piją bez przerwy przez wiele tygodni a ich skóra ma odcień fioletu.

Kochany Tadziu przepraszam Cię za wszystkie te pechowe dni, w których nie czuję się dobrą Mamą dla Ciebie. Mam nadzieję, że nie będą nam się zdarzać często.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza