Codziejnik jesienny.


Jesień w tym roku rozpieszcza. Bardzo łagodnie przybliża do nieuniknionej zimy. Uwielbiam pełne jesiennych kolorów spacery. Nawet te bardziej szare niż słoneczne. Jesienią zawsze jestem sentymentalna. Więcej wspominam, więcej się wzruszam, więcej rozmyślam. Lubię jesień za tę refleksyjność. Taka pauza jest potrzebna po tych upałach, plażach, wakacjach, lodach, gofrach i deptakach. Po tej pędzącej wiośnie i intensywnym lecie. Czasami sobie myśle, że w naszym szybkim życiu jesień mogłaby być częściej.

Nie bez przyczyny starość nazywana jest "jesienią życia". Jesienią bowiem dopada mnie letarg i rozleniwienie. Czuje się właśnie trochę jak staruszka. Od jakiegoś czasu jednak mam swojego osobistego czerwonego krasnoluda, który nie pozwala mi na taką jesienną starość zapaść. Mój krasnolud jest bardzo towarzyski. Nie lubi siedzieć w domu. Szybko się nudzi i ciągle potrzebuje atrakcji. Co więcej, czasami w domu bardzo sobie nawzajem działamy na nerwy. Lekarstwem są spacery. Najlepiej w towarzystwie. Krasnolud ma swoją ukochaną i piękną Przyjaciółkę, której potrafi oddać nawet ostatnie krople soczku i obdarować kwiatkiem. A te dwa krasnoludki w zestawie zawsze rozbawiają mnie do łez.











2 komentarze: