Takie dni.


Są takie dni gdy wstaję bardzo rano. Znów za wcześniej, znów szybko wszystko od nowa. Nie odpocznę. Ba! Nawet się spokojnie nie przeciągnę. Wyskakuje z łóżka na dźwięk kolejnego "Mamaaaaaa!" i idę zrobić kawę. Aż tu nagle dobiega mnie pełne pretensji : "Mamaaaaa mniam, mniam!". Odkładam kawę. Szybko gotuje jajko. "Aneee!". Jajko zjadam sama. Szybko robię kanapkę. Połowa ląduje poza talerzem. Wkurzam się. A potem sama dziwię czemu. Ja przecież też czasami nie mam na coś zupełnie ochoty. W końcu trafiam! Ser biały z pomidorem. Alleluja! Po śniadaniu buduje remizę strażacką. Po raz enty udaje, że zjadam plastikową marchewkę. Oglądam bajkę. Biegam, rozmawiam, tłumacze, gotuje, sprzątam. I ten na pozór gorszy od pozostałych dzień kończę głaszcząc tulące się do mnie dziecko. Moje dziecko. Ile jeszcze będzie takich dni? Ile jeszcze razy będzie chciał żebym budowała z nim tą remizę i udawała, że jem zupę z plastikowych warzyw? Wiem, brzmi to banalnie, ckliwie i tanio.  Niemniej jednak każdy kolejny dzień rozpływa się między palcami. Zastanawiam się czy dziś jest poniedziałek czy już może piątek. Niedawno kupowałam prezenty na święta a już pakuje się na wakacje. I ciągle tyle do zrobienia. Ściany by się przydało pomalować a i meble wymienić wreszcie. I właśnie w takim chaosie codzienności czasami zatrzymuje się brutalnie. Przypominam sobie, że nie jestem tutaj na zawsze. Bo nagle tak bardzo brakuje kogoś kogo bardzo kochałam. Wtedy przestaje na chwilę planować, analizować i organizować. Wtedy wspominam: długie rozmowy, wakacje, spotkania, dzieciństwo. I znowu przypominam sobie po co to wszystko. Smutno mi, ale jednocześnie widzę jak wiele mam. I może to banalniejsze niż kolejny odcinek "Klanu", ale wiem, że nie chce zatracić w tym chaosie tego co na prawdę porusza moje serce. Drugiego człowieka.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza