Dzień świra.


Na pewno oglądaliście kiedyś "Dzień świra" Koterskiego. Chyba każdy widział ten film i chyba każdy choć w paru procentach odnajduje się w osobie głównego bohatera, Adasia Miauczyńskiego. Rozwiedziony polonista zbliżający się do piędziesiątki zamknięty w świecie swoich natręctw  i rutyny dnia codziennego. Zgnuśniały, samotny a jednocześnie tak bardzo podobny do każdego z nas. W życiu są po prostu takie momenty, zdarzenia czy sytuacje, które POTWORNIE nas denerwują a i tak wiemy, że będą się powtarzać bo po prostu nie da się od nich uciec. Chyba to prawie tygodniowe siedzienie w domu sprawiło, że zaczęłam sobie uświadamiać moje natręctwa.  Utworzyłam swoje top 6. Uśmiałam się przypominając sobie każdą z tych sytuacji. Błagam powiedźcie, że też tak macie ;) Jest na sali psycholog? Jakaś diagnoza? :)

1. Brak symetrii na parapecie.

Ten jeden ruch ręki, niby kilka sekund a jednak tak wiele zmienia. Kwiatki na parapecie muszą stać symetrycznie. I jak tu się powstrzymać gdy akurat przechodzę obok ;) To samo tyczy się krzywego dywanu, ręcznika w łazience, poduszki na kanapie, itp.

2. Stop herbacie w byle jakim kubku.

Rytuał. Obsesja. Herbatę wypiję tylko w ładnym kubku lub filiżance. Inną... jedynie umierając z pragnienia na pustyni;)

3. Wieszaki w lewo zwrot. 

Uwielbiam gdy wszystkie wieszaki wiszą w tę samą stronę. Oczywiście czasami nie mam czasu się nad tym zastanawiać, ale gdy sprzątam to zawsze zaprowadzam "stary" porządek i czuję się z tym zdecydowanie lepiej.

4. Zakupy na ladę.

Myślałam, że dotyczy tylko mnie. Myliłam się. Podobno to bardzo powszechna obsesja. Otóż, segreguję zakupy tematycznie bądź ze względu na kolejność wkładania do torby. Jajka i kruche zawsze na końcu! :) Dlatego też, nie cierpię jakkolejna osoba w kolejce staje tuż za mną kiedy nie mam jeszcze wyłożonych wszystkich zakupów na ladę.  A gdy wspomniana osoba dodatkowo  obserwuje mnie i niecierpliwi się coraz bardziej z każdą minutą to czuje się już zupełnie osaczona.

5. Kolory w szafie.

Bardzo lubię układać ubrania wg. kolorów. Porządek trwa krótko co chyba śwwadczy o resztkach zdrowego umysłu jednak przy każdym kolejnym sprzątaniu nie mogę sobie odmówić tej uroczej segregacji.


6. Od największej do najmniejszej.

Dotyczy książek, talerzy, bluzek, szminek, naszyjników. Segregacja, szeregowanie...uspokaja mnie.

A Wy też macie swoje codzienne rytuały, obsesje, natręctwa?


4 komentarze:

  1. Symetria obowiązkowo, jak coś leży krzywo to muszę poprawić. Herbata - to samo. Moja mama ma szereg różnych kubków i zawsze stoję przed szafką i wymyślam w którym to napiję się herbatki tym razem. U mnie taką rzeczą są jeszcze ubrania zostawione nie tam, gdzie trzeba. Owszem, sama czasem to robię, ale jak posprzątam, a mój najukochańszy Mąż zostawi coś na krześle, albo rzuci kurtkę na stojak to aż mam gęsią skórkę :D Pewnie znalazłoby się coś jeszcze, choć u mnie wiele zależy też od dnia i nastroju :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, czasem mam nastrój na totalną ignorancję symetrii :P ale jak mnie weźmie to na maxa ;)

      Usuń
  2. Skąd wiesz jakie mam natręctwa? Ja nawet wypakowuje zakupy według systemu, najpierw dzielę na blacie co do czego, a potem chowam. Pranie ściągam, a później prasuje również według jednego schematu: małżowe z długim, małżowe z krótkim, małżowe wyjściowe, moje z długim, moje z krótkim, moje topy, młodej z długim, krótkim, sukienki, spódniczki, legginsy, potem to czego prasować nie trzeba, a na końcu bielizna - jej, moja i jego. Korba co?

    OdpowiedzUsuń